Skontaktuj się z nami

mail: biometan@biometan.org

tel. +48 608550931

 

 

Skontaktuj się z nami

mail: mp@biometan.org

tel. +48 608550931

 

 

biometan@biometan.org

+48 608550931

 

  1. pl
  2. en
  3. ru
Krajowy Plan Odbudowy Biometan

Marek Pituła o porozumieniu sektorowym, bezpieczeństwie energetycznym i roli biometanu w przyszłości Polski

22 listopada 2021

 

 

 

Z inicjatywy pełnomocnika rządu ds. OZE Ireneusza Zyski, Minister Klimatu i Środowiska oraz przedstawiciele branży biogazowej, transportowej, sektora przesyłu i świata nauki podpisali 13 października 2020 r. „List intencyjny o ustanowieniu partnerstwa na rzecz rozwoju sektora biogazu i biometanu oraz zawarcia porozumienia sektorowego”. Pod porozumieniem, oprócz PT Ministrów, podpisali się przedstawiciele 17 podmiotów, w tym tak kluczowych dla polskiej gospodarki, jak PKN Orlen czy PGNiG.

 

Po 13 miesiącach, 23 listopada 2021, podpiszemy (tzn. sygnatariusze powyższego Listu oraz szeregu podmiotów, które przystąpiły do Listu w późniejszym terminie) "Porozumienie o współpracy na rzecz rozwoju sektora biogazu i biometanu", czyli tzw. "umowę sektorową".

 

W czasie tego bogatego w wydarzenia okresu, praktycznie do chwili obecnej, siedem grup problemowych prowadziło prace, których efekty znajdują odzwierciedlenie w "Porozumieniu".

 

W ciągu tego roku zaszły jednak  wydarzenia, które każą jeszcze poważniej spojrzeć na kwestię biogazu i biometanu, jako niezbędnego elementu mixu energetycznego.  

 

Nie ma sensu wymieniać po raz kolejny wszystkich argumentów na rzecz rozwoju tego sektora energetyki odnawialnej (funkcje energetyczne, utylizacyjne, wspieranie polskiego rolnictwa, stabilizacja systemu i rozproszenie wytwórczości energii) chciałbym jednak skoncentrować się na kwestii bezpieczeństwa energetycznego, którego znaczenie pokazał nam właśnie 2021 rok.

 

Zgodnie z jedną z najczęściej przywoływanych definicji bezpieczeństwa energetycznego, której autorem jest D. Yergin,  celem bezpieczeństwa energetycznego jest zapewnienie adekwatnego i pewnego poziomu dostaw energii po rozsądnych cenach, w sposób który nie zagraża podstawowym wartościom i celom państwowym. Zgodnie natomiast z  art. 3 ust. 1 pkt 16 naszego Prawa Energetycznego — bezpieczeństwo energetyczne to stan gospodarki umożliwiający pokrycie bieżącego i perspektywicznego zapotrzebowania odbiorców na paliwa i energię w sposób technicznie i ekonomicznie uzasadniony, przy zachowaniu wymagań ochrony środowiska. Istotny jest tutaj element środowiskowy i no właśnie - "pokrycie bieżących potrzeb w sposób ekonomicznie uzasadniony". Dzisiaj (17 listopada 2021) na Towarowej Giełdzie Energii odnotowano w transakcjach Rynku Dnia Następnego cenę gazu w wysokości 480 zł / MWh (blisko historycznego rekordu z 6 października br. - 559,20 zł).

 

W tym samym dniu cena energii elektrycznej RDN wyniosła 472 zł, co jest i tak ok. 25 % mniej aniżeli np. notowanie z tego samego 6 października br. (645 zł / MWh).

 

Te ceny są ponad dwukrotnie wyższe aniżeli rok temu, i nie jest dla mnie pocieszeniem, że prawdopodobnie (przynajmniej ceny gazu) w lecie przyszłego roku spadną do akceptowalnego poziomu. Straty gospodarcze i poczucie niepewności są wystarczająco poważne, że by uświadomić sobie przykrą rzeczywistość.

 

Po raz pierwszy w historii polskiej energetyki, mamy poważny problem zasobów energetycznych, skutkujący na tym etapie niezwykłymi wręcz cenami nośników energii, a w nieodległej przyszłości potencjalnym zagrożeniem ciągłości dostaw energii, zarówno elektrycznej jak i gazowej.

 

Aktualna sytuacja cenowa na rynku nośników energii wywiera olbrzymi wpływ na procesy inflacyjne, a w niektórych sektorach gospodarki, bardzo mocno uzależnionych od gazu, wręcz zagraża wstrzymaniem lub znaczącym ograniczeniem produkcji, dotyczy to np. produkcji nawozów azotowych.

 

Obecna sytuacja pokazuje, jak wielkie znaczenie ma dla naszej gospodarki kwestia własnych źródeł energii.

 

Spór o charakter tych źródeł ma drugorzędne znaczenie, nie jest to spór pomiędzy konwencjonalnymi a odnawialnymi źródłami energii - potrzebujemy po prostu własnej energii, czyli takiej na którą możemy liczyć bez względu na takie czy inne sytuacje na rynkach światowych czy polityczne rozgrywki naszych dostawców. O zagrożeniach łączących się z opieraniem krajowej energetyki na imporcie najlepiej świadczą "trudne" relacje z naszym wschodnim sąsiadem, Federacją Rosyjską, z której Polskavwciąż pokrywa  ponad połowę swojego zapotrzebowania na gaz ziemny. W ramach dywersyfikacji źródeł energii pozytywnie należy ocenić inwestycję w gazoport w Świnoujściu. Warto jednak wspomnieć o niedawnym  zablokowaniu Kanału Sueskiego (23.03.2021 r. – 29.03.2021 r.), na skutek zatrzymania statku na mieliźnie. W transporcie tym kanałem ropa oraz produkty ropopochodne stanowią ok. 24 % towarów na trasie z południa na północ. Są to jedynie przykłady, które dowodzą tego, iż jako Polska musimy dążyć do samowystarczalności energetycznej w najpełniejszym  stopniu.

17 listopada miałem przyjemność uczestniczyć w corocznym  Orlen Gas Meeting, na którym w sposób bardzo profesjonalny zapoznano nas z sytuacją na rynku gazu ziemnego, w układzie historycznym, obecnym oraz prognozowanym.

 

Wyjaśniono nam, w sposób bardzo przejrzysty, przyczyny tej sytuacji oraz jak kruche jest nasze bezpieczeństwo energetyczne, w  sytuacji, kiedy nasze wydobycie gazu zaspokaja tylko  1/5 potrzeb. W 2019 roku grupa PGNiG wydobyła w Polsce zaledwie 3,75 mld m sześc. gazu ziemnego, najmniej od 1999 r. Dokładnie taką samą ilość gazu (3,76 mld m3 w 2020)  sprowadziliśmy do Polski w postaci LNG, przy czym był to import z kilku kierunków, głównie z USA, ale również z Kataru, Norwegii czy Nigerii. Import z kierunku wschodniego wyniósł w 2020 roku 9,0 mld m sześc, czyli udział gazu rosyjskiego w łącznym imporcie gazu ziemnego przez PGNiG utrzymał się na poziomie ok. 60 proc. Resztę importu pokrył kierunek zachodni i południowy. Łączny import gazu przez PGNiG w 2020 roku wyniósł ok. 14,79 mld m sześc., czyli był to wolumen bardzo zbliżony do odnotowanego w 2019 roku. 

 

 

 

Faktem jest, że w sprawie bezpieczeństwa gazowego robi się sporo - po 2022 roku w strukturze importu PGNiG pojawi się kierunek północny związany z importem gazu ziemnego z Norwegii poprzez Baltic Pipe. W kolejnych latach wyraźniej ma rosnąć będzie także import LNG w związku z rozbudową terminalu w Świnoujściu oraz dostawami skroplonego gazu ziemnego od amerykańskich producentów.

 

Dywersyfikacja źródeł dostaw jest oczywiście potrzebna, ale zawsze powstaje niebezpieczeństwo ekonomiczne, a nie tylko polityczne. Nie skierujemy gazowców (statków do przewozu LNG) do naszych portów, jeżeli ceny sprzedaży  np. na rynkach dalekowschodnich będą ciągle znacząco wyższe.

 

W produkcji energii elektrycznej bazujemy przede wszystkim na własnych zasobach węglowych, co niekoniecznie oznacza niskie ceny energii elektrycznej. W tym przypadku mamy jednak przynajmniej pewność utrzymania produkcji, niezależnie od czekających nas problemów spowodowanych koniecznością wyłączenia większości starych bloków 200 MW, które wyczerpały już swoje resursy techniczne (zakładane na 25 lat, w wyniku modernizacji zwiększane do 37 lat).

 

Pogorszeniu sytuacji w gazie sprzyja również postępująca konwersja źródeł energii elektrycznej z węglowej na gazową. 

 

Liczby są szokujące, 1 megawatowy blok energetyczny opalany gazem ziemny zużywa w ciągu roku 1,6 Mld metrów sześciennych gazu, czyli nieco ponad  10 % całego importowanego gazu. 

 

W przypadku zasadniczej części polskiej energetyki, zastąpienie węgla gazem jest nierealne  - konwersja np. największej polskiej elektrowni Bełchatów (o mocy 5298 MW) wymagałaby aż 8,5 mld m3 gazu, czyli więcej aniżeli cały nasz import LNG oraz wydobycie własne.

 

W tej sytuacji,  traktowany po macoszemu do tej pory biogaz i biometan może być bardzo istotnym źródłem gazu - biogaz do celów ciepłowniczych i produkcji energii w kogeneracji, biometan do celów transportowych (zarówno skroplony jak i sprężony) oraz procesów przemysłowych.

 

Przyjmując, że tylko wykorzystamy tylko 50 % szacowanych zasobów biomasy, będziemy mogli wyprodukować ok. 4 mld m3 biometanu, czyli więcej gazu aniżeli wynosi całe nasze krajowe wydobycie. 

 

Biorąc pod uwagę nieuchronny wzrost popytu na gaz, mogę sobie wyobrazić, że biogaz i biometan będzie stanowił nawet 10 do 20 % zapotrzebowania krajowego, pozostałe zaspokoimy ze źródeł krajowych oraz możliwie najbezpieczniejszych kierunków importowych. 

 

Produkcja 4 mld m3 biogazu (w przeliczeniu na gaz ziemny) wymaga budowy około 1000 dużych instalacji (w przeliczeniu na elektryczne - o mocy ok. 2 MW). Nie jest to zadanie niewykonalne, przypomnijmy  sobie o słynnej "biogazowni w każdej gminie" (samych gmin wiejskich mamy obecnie 1523). Większość z nich powinna produkować biogaz - zarówno do celów kogeneracyjnych jak i ciepłowniczych. 

 

Zbudowanie takiej liczby biogazowni to 22 do 36 mld zł (w zależności od proporcji pomiędzy biogazowniami a biometanowniami), tyle samo ile budowa   1000 megawatowej elektrowni jądrowej, czyli nakłady są o połowę niższe. Przy czym 80 do 90 % kosztów budowy i wyposażenia będzie można dokonać w Polsce, dając silną stymulację dla polskich przedsiębiorstw, w tym dla tych, które stopniowo stracą udział w sektorze wydobycia węgla.

 

Nie znaczy to, że jestem przeciwny energetyce jądrowej, wręcz odwrotnie, jest nam niezbędna jako min. stabilizator systemu elektroenergetycznego.  Tak samo niezbędne jest zwiększenie mocy OZE z wiatru i z energii słonecznej. Uważam jednak, że dopóki możemy, powinniśmy eksploatować elektrownie węglowe, w tym te na węgiel brunatny, aż do wyczerpania zapasów z istniejących pól wydobywczych.

 

Nie pozostaje to w sprzeczności z redukcja emisji i dążeniem do osiągnięcia neutralności klimatycznej. Mamy bardzo dużo do zrobienia w tym obszarze (termomodernizacje, zmniejszenie strat na przesyle, stopniowe przechodzenie do transportu nisko i zeroemisyjnego), ale na pewno tego nie zrobimy, jeżeli dojdzie do załamania systemu gospodarczego spowodowanego wysokimi cenami energii lub jej brakiem, co jak się przekonaliśmy, nie jest scenariuszem.

 

 

Nadanie energii biogazu i biometanu priorytetu nie wymaga deprecjacji innych źródeł energii, nie wymaga też nadzwyczajnych kroków. Zupełnie wystarczająco będzie kierowanie się w większym stopniu zdrowym rozsądkiem, nie tracenie czasu na jałowe dyskusje o 1 czy 2 MJ energii w biometanie w tą czy drugą stronę, brak dyskryminacji biogazu (kłania się umowna "karta zielonego biogazu") i umożliwienie "hybrydowości" rozumianej jako wymiennej producji energii elektrycznej i cieplnej w szczycie zapotrzebowania  oraz np. BioLNG w okresie pozostałym (przecież to najlepszy znany magazyn energii. 

 

Mam nadzieję, że podczas realizacji umowy sektorowej uzyskamy powyższe i może nawet ambitniejsze rezultaty. Wymaga to jednak wyraźnego sygnału, że biogaz i biometan nie są już "niechcianym dzieckiem OZE".

 

Autor artykułu: Marek Pituła - Prezes Polskiego Stowarzyszenia Biometanu

 

Artykuł pojawi się w najnowszym wydaniu magazynbiomasa.pl